Dungeon Bazar – wideorecenzja

Kolejną grą z majowej listy, jaką biorę na warsztat, jest Dungeon Bazar. Eurogra o grupie kupców, którzy wpadli na dość ciekawy pomysł na biznes.

Pomysł jest taki. Sprzedawać bohaterom sprzęt, potrzebny do ubicia smoka. Niby standard. Ale skąd owi kupcy biorą ten sprzęt? Biorą go z lochu, w którym mieszka rzeczony smok, a dokładniej sciągają go z ciał swoich poprzednich klientów. I innych śmiałków, którzy się tam zapuścili. Jak to wyszło? Zobaczcie sami.

  • Jakbyś nakręcił moją recenzję tej pozycji 😉 Dobrze, że nie tylko mi wydawało się, że z Dungeon Bazar jest coś nie tak…

    • Najbardziej pasuje mi tu określenie „niedokończony”. Tak jakby w połowie przerwano najpierw prace nad samą grą pod kątem mechaniki i zasad, a potem jeszcze przerwano tworzenie kart i reszty elementów.

      • „Niedokończone” czy też „niedopracowane”… Dziwię się, że ktoś z Cranio Creations zdecydował się na wypuszczenie tego tytułu. Czy aby nie było tak, że mieli parcie „musimy coś wydać na Essen… nie mamy nic lepszego to lecimy z Dungeon Bazar”? 😉

        • W tym wypadku między „niedokończony” a „niedopracowany” można chyba postawić znak równości. Tym bardziej to dziwi, jeśli człowiek zdaje sobie sprawę, że za Dungeon Bazar odpowiadają autorzy Tzolk’ina. Parcie na termin mogło tu mieć znaczenie.